CS Blog

Nowa galeria: Przegorzały

6 grudzień 2009  18:05

Elliott Erwitt powiedział kiedyś:

Robienie zdjęć ma niewiele wspólnego z tym, na co się patrzy, ważniejsze jest to, w jaki sposób się patrzy.

Przenosząc to na poziom techniczny: potrzebuję trybu RAW, żeby moje zdjęcia wytrzymały to, co chcę z nimi zrobić. Np. coś takiego.

Komentarze: 0 ]

Prześwietlenia

22 wrzesień 2009  21:21

Po przesiadce na Canona, a szczególnie po przejściu na 5D, zauważyłem, że bardzo często aparat sygnalizuje mi prześwietlenia. Chcąc ich uniknąć wprowadzałem oczywiście korektę ekspozycji. Bardzo często jednak, po wczytaniu zdjęć do Lightroom-a, okazywało się, że zdjęcia nie dość, że nie zawierają prześwietleń, to jeszcze są mocno niedoświetlone — nawet więcej niż moja korekta na minus! Bardzo to denerwujące, bo użyteczność tak nieprecyzyjnego histogramu jest prawie żadna. Dzisiaj jednak trafiłem na najnowszą poradę z Luminous Landscape i po przeczytaniu pierwszego zdania doznałem olśnienia: już nie musiałem czytać dalej. Fotografując w trybie RAW trzeba ustawić kontrast i nasycenie na minimum! Dlaczego? Dlatego, że histogram jest tworzony na bazie JPG (który może nawet nie być zapisywany), a nie na bazie RAW. Przy wyższym kontraście jest więc dużo bardziej prawdopodobne, że wyprodukujemy przepalenie, choć w pliku RAW wcale go nie będzie!

Już sobie skonfigurowałem odpowiedni Picture Style.

Komentarze: 2 ]

Olympus E-P1

16 czerwiec 2009  20:41

5/ep1.jpg

To jest aparat, którego premiery nie można nie skomentować ;-) Dlaczego? Powodem jest oczywiście jego unikalność połączona z realną potrzebą wielu fotografujących (mały rozmiar + dobra jakość zdjęć). W czasach analogowych jakość uzyskiwanych zdjęć zależała praktycznie tylko od użytego filmu oraz od optyki. W czasach cyfrowych doszła do tego m.in. jakość matrycy: dobre matryce są dostępne w praktycznie jedynie w lustrzankach. Aparaty kompaktowe stosują matryce o rozmiarach wielokrotnie mniejszych (powierzchniowo) od matryc lustrzanek (nawet tych z matrycami w rozmiarach APS-C). To przekłada się bezpośrednio na jakość uzyskiwanego obrazu, szczególnie w gorszych warunkach oświetleniowych. Marzeniem wielu fotografów było więc posiadanie aparatu kompaktowego, który będzie można mieć praktycznie zawsze przy sobie i który jednocześnie będzie gwarantował jakość obrazowania porównywalną z lustrzankami. Aparaty typu Canon G10, Panasonic LX3 czy nawet Sigma DP1/DP2 niestety są nadal odległe od tego celu. Zaprezentowany dzisiaj Olympus E-P1 wydaje się, że ma duże szanse stać się oczekiwanym DMD.

Co wiemy dzisiaj o Digital Pen?

  • Że jest śliczny ;-)

  • Ma stabilizację matrycy — duuży plus! Stabilizowane stałki to coś, co tygrysy lubią najbardziej ;-)

  • Ma dodatkowe akcesoria. Najważniejszym oczywiście jest celownik optyczny. Niestety nie ma celownika elektronicznego. Nie będzie więc można ostrzyć ręcznie tak wygodnie jak w przypadku Panasonica G1.

  • Ma oprogramowanie na poziomie E-30, a więc pełna funkcjonalność lustrzanki.

  • E-P1 używa kart SD! Bardzo dobra wiadomość. Może w końcu nie trzeba będzie na starcie eliminować kompaktów Olympusa tylko dlatego, że używają niestandardowych kart xD.

  • Filmy HD — przydatna rzecz, szczególnie, że w formacie mniej zabójczym dla twardych dysków.

  • Taki drobiazg: kompensacja ekspozycji w zakresie ±3EV — pomarzyć u Canona (podobnie jak i o stabilizacji matrycy).

  • LCD — spodziewałbym się przynajmniej 400 tys. punktów. Gdzieś jednak trzeba było zacząć oszczędzać.

  • Cena: $900 za kit z pancake i celownikiem optycznym. Hmm, mogło być gorzej :-/

Aparat idealny? Nie do końca. Wstępna ocena na DPreview.com zawiera uwagę, że AF działa poprawnie tylko w dobrym oświetleniu. To nie jest dobry prognostyk. Niestety E-P1 nie jest wyposażony w ten sam układ AF co Panasonic G1. To zupełnie inna konstrukcja. Słaby AF może kompletnie zniwelować wszystkie zalety tego aparaciku. Sprawa nie jest jednak przesądzona — trzeba poczekać na wersję produkcyjną.

E-P1 ma wiele potencjalnych zalet; wypełnia niszę, która nie została zagospodarowana przez głównych producentów. Klientami Olympusa mogą więc stać się zarówno użytkownicy Canonów, Nikonów jak i Sony czy Pentaksa — wszyscy, którzy chcieliby mieć aparat przy sobie, a nie chcą/nie mogą zawsze dźwigać ze sobą ciężkiej torby foto. Trzeba jednak pamiętać, że E-P1 nie jest mały — nie jest dostatecznie mały. Z obiektywem 17mm f/2.8 lub z zapowiadanym przez Panasonika 20mm f/1.7 pewnie zmieści się w kieszeni kurtki, ale już nie w marynarce. Jest to jednak bardzo istotny krok we właściwym kierunku. W końcu!

I jeszcze kilka linków:

Komentarze: 4 ]

Zima w parku

15 marzec 2009  21:37

Zdecydowanie warto mieć zawsze aparat pod ręką. Szczególnie, gdy chce się uchwycić zimę liczoną w godzinach. Tym razem się udało. Zdążyć. Bez nadzwyczajnych art-ambicji, ale w dobrym momencie. Tak więc zapraszam na Zimę w parku. Dla porównania można zobaczyć jak te same miejsca wyglądały jesienią.

Komentarze: 0 ]

Sigma DP2

7 marzec 2009  22:48

5/SigmaDP2-017.jpg

Oglądam sobie zdjęcia z galerii dla Sigmy DP2 i jestem w niemałym szoku. Jest coś w tych zdjęciach, co nie pozwala oderwać od nich wzroku. Są niesamowicie nasycone kolorem i szczegółami. To nie jest efekt sztucznego wyostrzania, uzyskiwanego wtórnie. Mam wrażenie, że faktycznie w tym przypadku każdy piksel niesie cenną i pełną informację. A przecież trzeba pamiętać, że rozmiarami ten aparat pozostaje kompaktem! Jeżeli tylko usunięto wszystkie rozliczne wady (głównie użytkowe) poprzedniego modelu, to możemy mieć do czynienia z ciekawym produktem.

Ze szczególną ciekawością patrzyłem na zdjęcia robione przy pełnym otwarciu przesłony. W DP2 oznacza to f/2.8 — wyraźnie lepiej niż w DP1, gdzie było rozczarowujące — jak na stałoogniskowy obiektyw — f/4. Rzućcie okiem na ten kwiatek, warzywka czy liść. Robi wrażenie, prawda? Tak więc f/2.8 jest w pełni użyteczne. Przesłaniając mocniej jest już tylko lepiej. Co by nie mówić o Sigmie, w tym przypadku należą im się gratulacje!

Komentarze: 0 ]

Kompaktowej zabawy ciąg dalszy

22 luty 2009  22:25

Funkcja i-Contrast wydaje się być całkiem użyteczna. Nie jest to jakiś wielki wynalazek: po prostu fill-light, który można uzyskać na etapie obróbki zdjęć. Ale dlaczego nie skorzystać z tej funkcji już na etapie fotografowania, uzyskując w ten sposób bardziej użyteczny materiał JPG? Oczywiście zdjęcia z nowego IXUS-a nadal lądują w moim przypadku w Lightroom-ie, ale dzięki i-Contrast wejściowy JPG wygląda lepiej i mniej w nim trzeba poprawiać. Tak więc funkcja ta powędrowała póki co pod przycisk drukowania z aparatu. (Hmm, czy ktoś używa przycisku Direct print zgodnie z przeznaczeniem?)

5/CS20090221-011454.jpg

Trochę więcej wątpliwości mam co do podkręcania kolorów w aparacie. Myślę tu o kolorystyce vivid. Do pokazywania lepiej nadają się zdjęcia z bardziej nasyconymi barwami, ale do dalszej obróbki lepiej mieć materiał bliższy naturalnej kolorystyce, ponieważ mniejsze jest wtedy ryzyko przekłamań.

28 mm — to jest to. Sprawdzę za jakiś czas ile zrobiłem zdjęć przy innym ustawieniu zoom-a niż najszerszy kąt. Pewnie będzie to poniżej 10%.

Jeszcze jedna myśl dotycząca małego IXUS-a: mocowanie statywu jest na osi obiektywu i jest metalowe (!), a więc przeznaczone do użytkowania. Dzięki temu aparacik udaje się ustawić na mikro-statywie (gadżet Hamy z Media Marktu za 12 zł).

Komentarze: 0 ]

Dlaczego lubimy kompakty?

17 luty 2009  22:21

Między innymi za macro. Łatwo, szybko, z dużą głębią ostrości. Chociaż tutuaj się ona przydaje.

5/CS20090216-011422.jpg

Komentarze: 0 ]

IXUS 870 IS

16 luty 2009  00:58

Wow, to już prawie 2,5 miesiąca! Trzeba trochę odświeżyć ten blog. A jest okazja — fotograficzna! Po pewnych perturbacjach (reglamentacja Canona?) udało mi się kupić małego IXUS-a 870 IS, znanego również w Ameryce pod nazwą SD880. Długo zastanawiałem się nad Panasonikiem LX3. Zrezygnowałem po przetestowaniu go w sklepie. Okazuje się, że ten wynalazek nie jest wcale taki mały. OK, zmieści się w kieszeni, ale kurtki. Do kieszeni koszuli już nie bardzo będzie chciał wejść. Drugim istotnym powodem było pojawienie się — o ironio — Panasonika G1! To chyba najciekawszy (IMHO) trend ostatnich miesięcy w sprzęcie foto: lustrzanka bez lustra. Oczywiście G1 nie zmieści się nawet do kieszeni kurtki, ale ten aparat wyznacza kierunek dla nowych konstrukcji, które mogą być znacznie mniejsze. Zbliżające się targi PMA przyniosą pewnie trochę nowości systemu Micro 4/3. Jest szansa, że w obudowie niewiele większej od LX3 będziemy mogli dostać sprzęt z wymienną optyką i matrycą wielokrotnie większą niż w typowych kompaktach. Może w końcu zaawansowany kompakt nie będzie musiał się kojarzyć z wielkimi kompromisami jeśli chodzi o jakość obrazowania.

W efekcie wspomnianych zewnętrznych uwarunkowań uznałem więc, że nie ma co inwestować w LX3, który — pomimo rozlicznych zalet — daleki jest od ideału. Zamiast tego postanowiłem kupić kompakcik, który faktycznie mieści się w kieszeni koszuli, i który jest dwukrotnie tańszy od LX3. Podobnie jak w przypadku A550, tym razem również posłuchałem się Kena Rockwella i wybrałem mocno chwalonego przez niego IXUS-a 870 IS. Dlaczego? Ano dlatego, że:

  • Obiektyw ma szeroki kąt: 28 mm. Nie jest to oczywiście 24 mm oferowane przez LX3 czy Ricoh-a GX100/GX200, ale zawsze więcej niż standardowe 35 mm. Szeroki kąt sam w sobie nie byłby wartością, gdyby nie odpowiednia jakość optyki, która w przypadku IXUS-a jest bardzo dobra.

  • Stabilizacja — piękna rzecz: robię nieporuszone zdjęcia przy czasach rzędu 1/8 s. Przy czułości ISO 200 i przesłonie f/2,8 pozwala to na fotografowanie w domu, przy pochmurnej pogodzie na zewnątrz.

  • Auto ISO — i to nawet jako domyślne ustawienie. W A550 korzystałem z tego doskonałego pomysłu po wgraniu oprogramowania CHDK. Tym razem jest to w standardzie. Czułość jest dobierana na podstawie zarówno ogniskowej jak i ustawień stabilizacji obrazu. Standardowe ustawienie powoduje wybór czułości między 80 a 400 ISO. Czego więcej trzeba?

  • Szybkość — aparat błyskawicznie po włączeniu staje się gotowy do pracy. AF jest (jak na kompakty) również przyzwoicie szybki: co czwarte zdjęcie dziecka udaje się ;-).

  • i-Contrast — to buzzword Canona dla określenia automatycznego rozjaśniania ciemnych partii zdjęć w zbyt kontrastowych scenach. Działa. Bez możliwości regulacji, ale działa.

  • Niezły LCD — myślę tu o kolorach i kątach. Pogodziłem się z brakiem wizjera optycznego.

  • Budowa — niewielka, faktycznie kompaktowa obudowa. Bardzo dobre wykonanie.

  • Filmy — nie HD, ale naprawdę miłe dla oka. Może z powodu stabilizacji?

Dość istotną zaletą kompaktów Canona jest oczywiście wspomniane już oprogramowanie CHDK. Nowy IXUS nie jest póki co obsługiwany przez nie, ale myślę, że będzie i to niebawem. A wtedy będzie można popstrykać i w trybie RAW i z histogramem na żywo.

I jeszcze jedno: face detection (detekcja twarzy). Wiele osób z przymrużeniem oka patrzy na tę funkcjonalność. Ja sam również ignorowałem informacje o tego typu dodatkach w nowych aparatach. Okazuje się jednak, że to całkiem ciekawa i przydatna funkcja! I działa bardzo sprawnie. Szczególnie spodobał mi się tryb pracy samowyzwalacza, w którym odliczanie czasu rozpoczyna się od momentu, kiedy w kadrze pojawi się nowa twarz — twarz dochodzącego fotografa ;-) Prawda, że słodkie?

Komentarze: 2 ]

Red Scarlet & Epic

13 listopad 2008  21:22

4/red_epic.jpg

Uff. To monstrum trzeba zobaczyć. I przeczytać coś o jego możliwościach. Na razie co prawda teoretycznych, ale niewątpliwie rewolucyjnych. Nie sądziłem dotąd, że wyprodukowanie sensora o rozmiarach 6x17 cm będzie możliwe w najbliższym czasie. A jednak. 24x36 mm to przy tej powierzchni mała płytka. Szok.

Jeszcze większy szok można przeżyć próbując sobie uzmysłowić ilość danych, które będą musiały być przetwarzane przez te cuda techniki. Epic 645 rejestruje do 50 kl/s na 65 megapikselowej matrycy. Przy konwersji 16-bitowej daje to surowy strumień danych na poziomie 6,5 GB/s! Godzinny materiał zajmie więc ok. 0,4 TB. (Dla przypomnienia: po terabajtach mamy petabajty a później eksabajty.) Epic 617 ma mieć „tylko” 25 kl/s, ale matryca ma 260 MP, co daje strumień danych 13 GB/s — prawie TB na godzinę. Nie ma się więc co obawiać: dyski nigdy nie będą zbyt duże ;-)

Wracając jednak trochę na ziemię: modularność systemu Red jest bardzo miłą własnością. Fajnie byłoby mieć możliwość wymiany matrycy w swoim body (matryca typu landscape vs matryca typu sport).

Komentarze: 0 ]

Zaawansowane kompakty 2008 — ostateczne starcie

29 październik 2008  10:21

Od dłuższego czasu rozglądam się za jakimś sensownym zaawansowanym kompaktem, który mógłbym mieć zawsze przy sobie. Kompakt taki powinien mieć dostępny tryb RAW, aby zapewnić maksimum możliwości obróbki zdjęcia. W chwili mamy do rozważenia następujące aparaty:

Wybór jest trudny i niejednoznaczny. Tym bardziej jeśli nie ma możliwości spokojnego przetestowania każdego z aparatów, tylko co najwyżej możliwość obejrzenie ich w sklepie. W takiej sytuacji można się wspierać recenzjami, szczególnie tymi, które są napisane przez wiarygodnych i sprawdzonych autorów. A takim autorem jest niewątpliwie Michael Reichmann. Warto więc zobaczyć co napisał na temat LX3, G10 i P6000. Jakie są wnioski? Wygląda na to, że nadal liderem pozostaje LX3:

  • G10 jest po prostu za duży. To nie jest aparat, który można mieć zawsze przy sobie. Jest to dobre rozwiązanie na wycieczkę w góry, ale aparat niestety nie zmieści się w kieszeni koszuli. Próg weta. A szkoda, bo jest to konstrukcja pod wieloma względami „naj”.

  • GX200: bardzo dobre wykonanie (podobnie jak wszystkich wymienionych kompaktów), bardzo wyważony obiektyw z bardzo szerokim kątem, możliwość zasilania z 3 paluszków AAA. Trochę jednak za dużo szumów, problemy z kurzem na matrycy (sic!), no i wysoka cena.

  • Nikon P6000: robi bardzo dobre wrażenie. To jest właśnie ten rozmiar i ergonomia, której potrzeba. Obawiałem się jednak, że z tym modelem będzie coś nie tak, podobnie jak w przypadku P5000 czy później P5100 (m.in. bardzo wolny AF). O pewnych wadach P6000 już wiedziałem: np. to, że baterię w tym modelu można ładować tylko w aparacie, co oznacza, że obok dodatkowej baterii trzeba też dokupić normalną zewnętrzną ładowarkę (w sumie co najmniej 100 zł). A dodatkowa bateria w przypadku P6000 to konieczność, bo aparat bierze sporo prądu i do tego nie ma wskaźnika naładowania baterii (sic!!!). O GPS w ogóle należy zapomnieć jeśli chcemy zrobić nawet te 200 zdjęć na jednym ładowaniu. Czekałem jednak z niecierpliwością na relację Reichmanna. I cóż się okazuje? P6000 jako jedyny z wymienionych aparatów nie ma bufora dla zdjęć w trybie RAW. Jeżeli dodamy to tego fakt, że (prawie) nowy format NRW jest nieskompresowaną wersją NEF (czytaj 20 MB na zdjęcie), to dostajemy kilkusekundową przerwę pomiędzy zdjęciami. W aparacie tej klasy — kompletnie nieakceptowalne. Acha: nie ma również histogramu wyświetlanego na żywo.

Ostatecznie więc na placu boju pozostał LX3, który oczywiście też nie jest pozbawiony wad. Nie ma celownika optycznego (choć dzięki temu jest mniejszy). Parametry obiektywu robią wrażenie, ale fatalna dystorsja przy 24mm już mniej. Do tego dochodzi chory pomysł z zatyczką na obiektyw, której to obecność może uniemożliwić wykonanie zdjęcia w całości jedną ręką. No i w końcu najistotniejsza (krytyczna) wada: nadal nie ma wsparcia dla trybu RAW w Lightroom-ie. Adobe nie chce ulec Panasonikowi implementując automatyczną korekcję dystorsji dla trybu RAW. Zapewne funkcja taka pojawi się w Lightroom-ie 3. Tymczasem trzeba będzie dokupić PTLens.

Komentarze: 0 ]

Profile DNG i DNG Profile Editor

21 październik 2008  19:39

Przeczytałem w końcu zaległy artykuł o profilach DNG z serwisu LL. I muszę powiedzieć, że w pełni popieram podtytuł artykułu mówiący o rewolucji. Czym jest profil DNG? Najkrócej rzecz ujmując jest to opis sposobu interpretacji surowych bitów przeczytanych z matrycy i zapisanych w trybie RAW. Każdy konwerter surowych formatów de facto zawiera taki profil dla każdego aparatu. Rewolucja polega na tym, że teraz my możemy sobie taki profil stworzyć lub zmodyfikować dostosowując do własnych potrzeb. Do edycji profilu jest darmowe narzędzie: DNG Profile Editor, które można pobrać ze stron Adobe Labs. Są też dostępne gotowe profile dla poszczególnych aparatów cyfrowych. Używając takich profili można np. spowodować, że Canon 400D będzie odwzorowywał barwy dokładnie tak jak Nikon D3. Jest to bardzo wygodne jeżeli posługujemy się kilkoma różnymi aparatami (nawet tego samego producenta), ponieważ możemy uspójnić kolorystykę wszystkich zdjęć.

Gdy przeczytałem o edytorze profili barwnych od razu pomyślałem o oprogramowaniu CHDK dodającym m.in. obsługę formatu RAW do kompaktów Canona. Pliki RAW produkowane przez to oprogramowanie nie są oczywiście wspierane przez oficjalne oprogramowanie Adobe. To oznacza, że nie ma odpowiednich profili dla kompaktów. W konsekwencji kolory, które uzyskujemy po przetworzeniu pliku RAW są niekiedy... niezachęcające. Możliwość opracowania własnego profilu może być w tym przypadku zbawienna. Trzeba będzie „tylko” zaopatrzyć się w ColorChecker. „Tylko” ponieważ ta kolorowa tekturka kosztuje ponad 200 zł a do tego:

W celu zachowania właściwości kolorystycznych zaleca się wymianę wzorca co 2 lub 4 lata.

A w ogóle żeby skorzystać z tych wszystkich dobrodziejstw trzeba zaopatrzyć się w Lightroom 2...

Więcej o profilach DNG można przeczytać w FAQ.

Komentarze: 0 ]

Serwis na Żytniej

20 październik 2008  17:52

Na forum CB można znaleźć bardzo wiele niepochlebnych opinii na temat serwisu Canona na Żytniej w Warszawie. Jednym bardziej frapujących tematów była kwestia korekcji układu AF w przypadku występowania błędów typu front-focus czy back-focus. Po pół roku używania jednego z moich obiektywów, EF-S 17-55/2.8 IS USM niestety musiałem stwierdzić, że ten problem dotyczy również mnie. Wada była dość niewielka, ale denerwująco konsekwentna: ostre wypadały zawsze obiekty przed punktem, na który nastawiałem ostrość i to nawet na centralnym sensorze. Testy na AF/BF nie wykazywały zbyt wiele, głównie dlatego, że odległość przedmiotowa była zbyt mała. Robiłem więc zdjęcia dalej nie przejmując się tym zanadto. Niestety problem co i rusz dawał o sobie znać, a analiza wykonanych przez kilka miesięcy zdjęć demaskowała wadę. Ostatecznie więc podjąłem desperacką decyzję o oddaniu sprzętu do serwisu, pomimo złej jego opinii. Decyzja była o tyle trudniejsza, że polecono mi przesłać również aparat i pozostałe posiadane przeze mnie obiektywy, pomimo, że one ustawiają ostrość idealnie w punkt. Wada zooma była jednak na tyle denerwująca, że zaryzykowałem...

Po 3 tygodniach sprzęt wrócił. Zakładam obiektyw i robię zdjęcia. Znów te zwykłe, nie testowe. Wczytuję RAW-y do Lightrooma, oglądam i stwierdzam, że jest... ok. Uff. W końcu to zacne szkło pokazuje na co je stać. Nie jest to ostrość 85/1.8, ale i tak jest bardzo dobrze. Świetny kontrast, bardzo szybki AF, stabilizacja i umiarkowany rozmiar/masa. W połączeniu z 40D naprawę fajny zestaw dla zaawansowanego amatora. Polecam.

Komentarze: 0 ]

LX3 — czy to już DMD?

16 październik 2008  15:56

Mike Johnston od dawna pisał o tym, że nie ma na rynku aparatu klasy DMD (Decisive Moment Digital — w skrócie: mały, z dużym sensorem i jasnym szkłem). Z ostatnich nowości najbliższy temu jest Panasonic LX3, o którym już swego czasu pisałem. Czytam kolejne recenzje i muszę powiedzieć, że ten aparat mi się coraz bardziej podoba. Choćby to, że ma prawie normalny bufor, pozwalający zrobić 3 zdjęcia w trybie RAW bez blokowania aparatu. Normalne? Tak, ale nie w klasie kompaktowej. Nawet jestem w stanie wybaczyć mu niedoskonałości obiektywu, który przy tych parametrach nie może być idealny. Jedyne czego naprawdę szkoda, to celownika optycznego. To chyba jedyna przewaga Canona G10, który poza tym jest za duży i nie daje takiej jakości obrazu na wyższych czułościach (powiedzmy 400 ISO). A tu mamy jeszcze bardzo jasny obiektyw z bardzo szerokim kątem, regulowane proporcje obrazu, no i całkiem szybki AF...

Hmm. To ile to cudo kosztuje?

Komentarze: 0 ]

Kalibracja monitora

11 październik 2008  22:21

W końcu musiałem wykonać ten krok. Krok, który w zasadzie powinien wykonać każdy, kto choć trochę poważnie traktuje swoje hobby fotograficzne. Kalibracja monitora to condicio sine qua non zadowolenia z efektów manipulacji swoimi zdjęciami. Niestety problem nie jest trywialny, dlatego, że nie da się go dobrze rozwiązać bez dodatkowego sprzętu. Istnieją oczywiście programy, które starają się wesprzeć nas w próbach ustawienia odpowiednich korekt monitora, ale nie ma się co oszukiwać — dobrych efektów nie da się uzyskać bez kalibratora. Po lekturze długaśnych wątków na forach dyskusyjnych Canona i Nikona ostatecznie dokonałem wyboru i zakupiłem kalibrator Eye-One Display 2 firmy X-Rite. Decyzja długo odwlekana, bo niestety sprzęt tego typu nie jest tani, a wydaje się, że nie aż tak niezbędny.

Proces kalibracji jest bardzo prosty i trwa kilka minut. Oprogramowanie Eye-One Match przeprowadza całą operację w zasadzie automatycznie. Efektem jest profil ICC monitora, który jest automatycznie instalowany w systemie. Dostarczone oprogramowanie jest przewidziane oczywiście tylko dla systemów Windows lub Mac OS X, ale na szczęście profil ICC jest niezależny od wykorzystywanej platformy i można go zastosować w innym systemie operacyjnym. Szybki rzut okiem na Google pozwolił mi zlokalizować oprogramowanie Argyll dla Linuksa zawierające m.in. drobny programik dispwin umożliwiający załadowanie profilu ICC:

dispwin moj_profil.icc

Tak więc ostatecznie mój notebook w końcu stał się narzędziem, które może być wykorzystane do oglądania zdjęć. Niestety komputery przenośne z reguły wyposażone są w wyświetlacze LCD dość podłej jakości. Nawet te markowe i drogie. Priorytetem jest jakość prezentacji oprogramowania typu edytor tekstowy czy arkusz kalkulacyjny, co powoduje, że domyślne ustawienia charakteryzują się nieakceptowalną dominantą niebieską. Po kilku próbach ustawienia monitora przy użyciu oprogramowania QuickGamma i stosując się do wskazówek dostępnych w internecie ostatecznie zrezygnowałem z kalibracji notebooka — nie udało mi się ustawić odpowiedniej korekty. Kalibrator Eye-One poradził sobie z tym problemem, choć oczywiście trzeba pamiętać o tym, że taka kalibracja nie poprawia jakości samej matrycy a jedynie wybiera z niej to co najlepsze (najbliższe prawdy). Bezwzględna prawda o jakości matrycy wychodzi na końcowym wykresie prezentowanym przez Eye-One Match, pokazującym gamut monitora:

4/i1-notebook.png
Trójkącik na rysunku pokazuje zakres barw możliwych do odwzorowania przez monitor. Jak widać nie jest to specjalnie porywająca matryca. Wprowadzone korekty również są istotne — wykresy znacząco odbiegają od prostej.

Kalibracja monitora stacjonarnego była dużo bardziej stonowana. Okazało się, że korekta barwna jaką trzeba zastosować dla mojego Cinema Display jest minimalna. Największe zmiany dotyczyły regulacji kontrastu, który był zbyt duży i nie pozwalał mi zobaczyć szczegółów w cieniach.

4/i1-acd.png
Tym razem trójkąt jest wyraźnie większy. Korekty kolorów też są niewielkie.

Kalibrator Display 2 umożliwia przeprowadzenie również pomiaru temperatury barwowej i intensywności oświetlenia w pokoju. Okazało się, że w dzień mam zbyt jasno, wieczorem zbyt ciemno i generalnie zbyt ciepło. Tego jednak nie będę (tymczasem) korygować, żeby nie stać się „barwofilem”, opisanym na forum internetowym:

Trzeba brać poprawkę na to, że często te monitory kupują naprawdę kliniczne przypadki, kalibrujące monitor codziennie przed pracą, malujące pokoje matową farbą 2129 ZIRCOM, uznające wyłącznie luminant D50 jako oświetlenie i — jeśli tylko takowe są dostępne — ubierające się zapewne w jakieś specjalne, znormalizowane ciuchy (nie zdziwiłbym się również, gdyby na wszelki wypadek malowali twarze).

Komentarze: 0 ]

Canon 5D Mark II

18 wrzesień 2008  21:37

No i w końcu jest. Jeden z najbardziej oczekiwanych aparatów tej jesieni. Najbardziej, bo 5D był najstarszym body oferowanym przez Canona, a jednocześnie najczęściej wykorzystywanym przez profesjonalnych (czytaj: zarabiających) fotografów, m.in. ślubnych, ale przecież nie tylko. Czy takiego właśnie Mk II oczekiwano? Chyba nie bardzo. Podstawową cechą, której ulepszenia spodziewano się w nowej wersji był AF. Tymczasem poprawiono mnóstwo rzeczy za wyjątkiem... AF. Nadal 9 punktów (co samo w sobie nie jest złe), z czego tylko środkowy jest krzyżowy, a co gorsza wszystkie są dość skupione w centrum kadru — bardziej niż sensory w Nikonie D700. Oczekiwaliśmy relatywnie taniego FF z obrazowaniem takim jak w 5D (12MP!) i z AF na poziomie 40D/50D, a tymczasem dostaliśmy wszystko inne oprócz najważniejszego. Cóż z tego, że ilość szczegółów będzie porażająca, że szumy będą minimalne, skoro zdjęcia będą przestrzelone??

Oczywiście 5D Mark II zawiera wiele różnorodnych nowości technologicznych wypracowanych i wdrażanych w ostatnich latach. Jest to więc aparat pod wieloma względami bardzo interesujący:

  • Jest (w końcu!!) Auto ISO. Nie działa tylko w trybie M. Dlaczego? Kolejna tajemnica marketingu. A przecież to właśnie tryb M chyba najbardziej potrzebuje Auto ISO.

  • AF micro adjustments — na szczęście już standard.

  • Auto lighting optimizer — przyda się przy produkowaniu zdjęć w formacie JPG. Podobnie jak i automatyczna korekta winietowania.

  • LCD 3.0" z 920 tys. pikselami — kolejny cenny standard.

  • Filmy w formacie Full HD — z pewnością przydadzą się.

  • Szumy na poziomie 5D pomimo mniejszych pikseli. Inaczej jednak niż w przypadku 50D, w tej matrycy są małe przerwy pomiędzy pikselami, co daje jeszcze szansę na poprawę jakości obrazu w przyszłości.

I co może w obecnej sytuacji zrobić amator FF, który zainwestował już trochę w szkła EF? Kupić (za jakiś czas) 5D za 3 tys. (bo tani), czy kupić 5D Mark II (bo ma prawie wszystko) czy czekać na 3D/7D, który będzie miał wszystko, ale będzie za drogi? Ja poproszę D700 z mocowaniem EF. Tym bardziej, że jego cena staje się coraz bardziej atrakcyjna.

O G10 to nawet szkoda pisać po bliższym zapoznaniu się z Panasonikiem G1. Swoją drogą ciekawa zbieżność nazw: tam, gdzie kończy się seria G Canona, zaczyna się seria G Panasonika.

Komentarze: 0 ]